Uświadomiłem sobie jak szybko jestem członkiem i zarazem jednością tego klanu.Szum starych drzew o grubej korze i licznych owocach pokrytych lekkim białym puchem.W głębi byłem podekscytowany ,ale jednak nie aż tak bardzo.Co kilka metrów wzmagała się woń moczu Basiora oznaczająca jego panowanie ,jednak mocz nie był tak wyraźny co świadczyło o starej dacie tego terenu.
Przypadło mi stanowisko Straży Nocnej.Liczyłem na jakieś bardziej spokojne stanowisko...Może urzędowe?/Magiczne....I od razu przemoc do głowy wbija niesamowity napływ adrenaliny szybkie decyzje.....Nie! lepiej nie...
/Tym razem udało się przezwyciężyć tą drugą stronę /
Gwałtowny zawrót ,Ostry zryw,Adrenalina,Bieg....
The time will come when you will have to rise
Above the best and prove yourself, your spirit never dies.
Farewell, I've gone, to take my throne above
don't weep for me, cause this will be the labor of my love.
All systems gone, the sun hasn't died
Deep in my bones, straight from inside
I'm waking up, I feel it in my bones
Enough to make my system blow....
I jestem na Klifie pośród drzew..
<Ktoś??>
środa, 31 grudnia 2014
wtorek, 30 grudnia 2014
Od Azzai C.D Sihir
- Nie ma za co. - Uśmiechnąłem się do wadery. Całą drogę szedłem za nią, nic się nie odzywając, ale w końcu rzekłem. - Jesteś głodna?
- Nie, jak na razie to nie. - Odparła
- Jeśli chcesz to mogę coś przynieść.
- Jak chcesz. - Położyła się na ziemi obok jeziora. Ja pobiegłem "na zające". Jak dotarłem na łąkę, gdzie dużo ich było, około 15 osobników. Zakradłem się cicho, i złapałem jednego, którego po chwili zabiłem. Wziąłem zdobycz do pyska po czym szybko pobiegłem do Sihir. Położyłem zająca obok jej głowy i powiedziałem:
- Chcesz?
<<Sihir?>>
- Nie, jak na razie to nie. - Odparła
- Jeśli chcesz to mogę coś przynieść.
- Jak chcesz. - Położyła się na ziemi obok jeziora. Ja pobiegłem "na zające". Jak dotarłem na łąkę, gdzie dużo ich było, około 15 osobników. Zakradłem się cicho, i złapałem jednego, którego po chwili zabiłem. Wziąłem zdobycz do pyska po czym szybko pobiegłem do Sihir. Położyłem zająca obok jej głowy i powiedziałem:
- Chcesz?
<<Sihir?>>
Od Villag C.D Itami
- Jak cie zwą? - Uśmiechnęłam się, nie będę ponura, bo po co, prawie zawsze taka jestem.
- Itami. - Też się uśmiechną, ale prawie niezauważalnie.
- Co chcesz najpierw zwiedzić?
- A co proponujesz?
- Moim ulubionym miejscem jest las dusz, ale nie polecam tam przebywać. - Odparłam
- Dlaczego? - Spytał
- Tam zazwyczaj rozmawia się z duchami, jeśli nie masz takiej zdolności jak rozmawianie z nimi, to po prostu cie opętają.
- Już mam jednego. - Mruknął
- Ja też, ale rzadko wychodzi. - Mój chód zmienił się po chwili w równy kłus, basior też przyśpieszył.
- A jakie jest twoje drugie ulubione miejsce. - Dorównał mi kroku.
- Imardin. - Uśmiechnęłam się (znowu xd)
- A co tam jest takiego ciekawego? - Spojrzał na mnie kontem oka.
- Zagadki - Odparłam - a ja kocham zgadywać, chcesz się tam wybrać?
<Itami? Twoja prośba na chacie została spełniona xd>
- Itami. - Też się uśmiechną, ale prawie niezauważalnie.
- Co chcesz najpierw zwiedzić?
- A co proponujesz?
- Moim ulubionym miejscem jest las dusz, ale nie polecam tam przebywać. - Odparłam
- Dlaczego? - Spytał
- Tam zazwyczaj rozmawia się z duchami, jeśli nie masz takiej zdolności jak rozmawianie z nimi, to po prostu cie opętają.
- Już mam jednego. - Mruknął
- Ja też, ale rzadko wychodzi. - Mój chód zmienił się po chwili w równy kłus, basior też przyśpieszył.
- A jakie jest twoje drugie ulubione miejsce. - Dorównał mi kroku.
- Imardin. - Uśmiechnęłam się (znowu xd)
- A co tam jest takiego ciekawego? - Spojrzał na mnie kontem oka.
- Zagadki - Odparłam - a ja kocham zgadywać, chcesz się tam wybrać?
<Itami? Twoja prośba na chacie została spełniona xd>
Nowa wilczyca!

Imię: Shelin
II Imię: Lin
Wiek:3 wiosny, 2 lipca
Płeć: Wadera
Żywioł: Powietrze, Światło
Moce:
*Tornado
*Wtapianie się w cień
*Oślepienie światłem
*Zamiana w wiatr
*Uleczenie światłem
*Kontrolowanie światła
Bóstwa: Helios, Temida, Eol, Mojry
Hierarchia: Zielarka
Historia: Będąc dość młodą waderą straciła pamięć. Nie pamięta skąd się wzięła. Od lat wędrowała po świecie. Czasem gościła w niejednej watasze, lecz nie na długo. Najczęściej wataha w której się znajdowała z czasem się rozpadała lub zostawała napadnięta przez inną. Shelin miała przeczucie, że to przez nią i starała się zapomnieć okrutne szczegóły. Wędrując wraz z biegiem lat napotkała Down Wolf's Heart i tu została...na razie...
Charakter: Shelin jest raczej cicha, nieśmiała i najczęściej rozmarzona. Nie lubi się udzielać, boi się, że coś przez nią pójdzie nie tak, że kiedyś zostanie całkiem sama Gdyby mogła schowałaby się gdzieś na końcu świata, byleby nie zostać z samym sobą. Stara się nie tracić w oczach innych, nie chce by myślano o niej źle. Pomaga jak tylko umie, w ten sposób stara się zapomnieć o samotności. Kiedyś wymyślała wiersze dla bliskich, lecz teraz nie ma dla kogo.
Rodzina: Nie pamięta by kogoś miała...
Zauroczenie:Może ktoś...kiedyś...
Ex:-
Głos:
Upomnienia: 0.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Od Nery C.D Sang'a
- To wytrzymasz... - Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy, po chwili zasnęłam.
-------------------
Rano, gdy się obudziłam, Sang spał około 5 metrów dalej. Wstałam, rozciągnęłam się, podeszłam do Sang'a i szarpnęłam go parę razy.
- Coś się stało? - Spytał
- Nie, ranek jest, dlatego cie budzę.
<Sang?>
-------------------
Rano, gdy się obudziłam, Sang spał około 5 metrów dalej. Wstałam, rozciągnęłam się, podeszłam do Sang'a i szarpnęłam go parę razy.
- Coś się stało? - Spytał
- Nie, ranek jest, dlatego cie budzę.
<Sang?>
Od Reiny C.D Sang'a
- Pozwalam ci. - Przysunęłam mu broń do łap. - Idziemy już wreszcie?
- Nie denerwuj się, idziemy. - Wziął broń do pyska i ruszyliśmy. Po przejściu 100 metrów odezwałam się:
- Czemu się nic nie odzywasz? - Spojrzałam na niego. Basior tylko obrócił głowę w moja stronę. - Dobra, rozumiem. - Zaśmiałam się - Ale moglibyśmy się zatrzymać...
<<Sang? Weny nie mam xd>>
- Nie denerwuj się, idziemy. - Wziął broń do pyska i ruszyliśmy. Po przejściu 100 metrów odezwałam się:
- Czemu się nic nie odzywasz? - Spojrzałam na niego. Basior tylko obrócił głowę w moja stronę. - Dobra, rozumiem. - Zaśmiałam się - Ale moglibyśmy się zatrzymać...
<<Sang? Weny nie mam xd>>
Od Nery - Cz. ||
~~We Śnie~~
"Leżałam na słońcu, metr ode mnie siedziała Sihir. Po chwili wstałam i podeszłam do niej. Ona się uśmiechnęła, a ja poczułam zimno i ból. Sihir zaczęła się śmiać, dalej nie pamiętam..."
~~Po Przebudzeniu~~
Gwałtownie otworzyłam oczy, obok mnie siedział Sur z kurczakiem w pysku.
- Proszę, śniadanie. - Wypluł kurczaka i podsuną mi pod nos. Ja tylko wpatrywałam się w niego przez chwilę, odrobinę się podniosłam, i zaczęłam jeść. On cały czas się na mnie patrzył, czułam jego wzrok na sobie. Przestałam jeść i obróciłam się na bok.
- Nie dokończysz? - Spytał.
- Nie mam ochoty. - Mruknęłam.
- Zachowujesz się jak dziecko. - Westchnął. Nic nie odpowiedziałam, co miałam powiedzieć? Że nie ma racji? Cały czas się zachowuje jak dziecko, zostało mi to, nie umiem się odzwyczaić. Z resztą, tęsknię za dziecięcymi latami, z przyjaciółmi, którzy teraz najprawdopodobniej nie żyją.
Po dość długiej chwili wstałam, już umiałam ustać i przejść się kawałek, przeszkadzały mi tylko te wszystkie bandaże, które na sobie miałam. Ściągnęłam je, teraz widać było te wszystkie nacięcia z tych krzewów. I tak nie zwracam na to uwagi, często miewa się rany...
Wyszłam z jaskini popatrzyłam na niebo i ruszyłam. Za mną biegł Surro krzycząc:
- Czekaj, a panna gdzie się wybiera?! - Znowu to słowo, "panna", mam jego dość. To już wolę Tavy, jak mnie babcia nazywała.
Odwróciłam się do niego.
- Przestań tak do mnie mówić. - Warknęłam.
- Nie podoba ci się? To zostało mi tylko Tay. - Uśmiechnął się.
- Muszę wracać, cześć. - Przewróciłam oczami. Nie chciałam wracać, ale myślałam, że pod tym pretekstem się wymknę.
- Ja cię nigdzie nie wypuszczę.
- Ty może nie, sama ucieknę! - Krzyknęłam i zaczęłam biec. Po kilkunastu metrach poczułam ból na tylnej nodze. Upadłam.
- Nie udało ci się uciec! - Dobiegł do mnie.
- Ha ha ha, bardzo śmieszne. - Warknęłam.
- Będziesz tu tak leżeć?
- Tak! A żebyś wiedział! - Warknęłam i odwróciłam się do niego plecami.
- A więc, zostawiam cię tu samą, - Zaczął - na pastwę losu, a dziś noc ma być długa i bardzo mroźna. Ale jeśli chcesz zginąć, proszę bardzo! Nie potrzebujesz mojej pomocy.. - Znałam ja te jego sztuczki, kiedy byłam mała zawsze mnie przekonywał. Jednak chciałam mu pokazać, że się zmieniłam.
- Idź! - Warknęłam
- Ale to nie wszystko, tu jest dużo dzikich zwierząt, które mogłyby cię zjeść...
- Dobra, - Odparłam - ale do jaskini ty mnie ciągniesz. - Zaśmiałam się.
- Nie przeginaj Taylor, nie przeginaj.
- Dobra, sama wstanę. - Jak powiedziałam tak zrobiłam. Wstałam, i poszłam za nim...
- Czekaj, a panna gdzie się wybiera?! - Znowu to słowo, "panna", mam jego dość. To już wolę Tavy, jak mnie babcia nazywała.
Odwróciłam się do niego.
- Przestań tak do mnie mówić. - Warknęłam.
- Nie podoba ci się? To zostało mi tylko Tay. - Uśmiechnął się.
- Muszę wracać, cześć. - Przewróciłam oczami. Nie chciałam wracać, ale myślałam, że pod tym pretekstem się wymknę.
- Ja cię nigdzie nie wypuszczę.
- Ty może nie, sama ucieknę! - Krzyknęłam i zaczęłam biec. Po kilkunastu metrach poczułam ból na tylnej nodze. Upadłam.
- Nie udało ci się uciec! - Dobiegł do mnie.
- Ha ha ha, bardzo śmieszne. - Warknęłam.
- Będziesz tu tak leżeć?
- Tak! A żebyś wiedział! - Warknęłam i odwróciłam się do niego plecami.
- A więc, zostawiam cię tu samą, - Zaczął - na pastwę losu, a dziś noc ma być długa i bardzo mroźna. Ale jeśli chcesz zginąć, proszę bardzo! Nie potrzebujesz mojej pomocy.. - Znałam ja te jego sztuczki, kiedy byłam mała zawsze mnie przekonywał. Jednak chciałam mu pokazać, że się zmieniłam.
- Idź! - Warknęłam
- Ale to nie wszystko, tu jest dużo dzikich zwierząt, które mogłyby cię zjeść...
- Dobra, - Odparłam - ale do jaskini ty mnie ciągniesz. - Zaśmiałam się.
- Nie przeginaj Taylor, nie przeginaj.
- Dobra, sama wstanę. - Jak powiedziałam tak zrobiłam. Wstałam, i poszłam za nim...
C.D.N
niedziela, 28 grudnia 2014
Od Sihiri- cz III
-Gdzie ty tak do jasnej cholery biegniesz?-usłyszałam za sobą
-Nie rozmawiaj bo się zmęczysz biegiem powiedziałam
-Chcę wiedzieć gdzie tak biegniemy jak na złamanie karku
-Ufasz? mi-powiedziałam lekko zwalniając
-A jak myślisz?
-Więc rusz tą dupę i biegniemy. Wiem gdzie ona może być. Musimy dotrzeć tam przed zmrokiem.
-Eh..dobra-powiedział mniej zaangażowany. Przyśpieszyłam. Znowu...
Moje pazury wbijały się w ziemię. Starałam się dotrzeć tam jak najszybciej. I jeszcze..coś mnie tam ciągnęło. Wiedziałam co może mi grozić, ale przyszłości nie da się zmienić. Choćby nie wiem jak się starano...
~~~
Im bliżej byliśmy celu tym mniej zwierząt widziałam. Jeszcze kilka kilometrów stąd mogłam zobaczyć wiele ptaków, wiewiórek, królików, a nawet kilka dzików. Ale tu..Tu działo się coś dziwnego. Okropnego. Inaczej już teraz atakowałyby nas pieśni ptaków. Albo chociaż rechotanie żab ze zbiornika kilkadziesiąt metrów od nas. Ale widziałam tylko kilka myszy i owadów. Ale nie to było najgorsze. Ta głucha cisza... Mimo, że nie było nic słychać ja czułam się jakby bębenki pękały od hałasu.
Stanęłam na chwilę aby odsapnąć. Widziałam już cel.
-Stajemy?
-100 metrów na północ-wskazałam łapą miejsce- jest ta łąka. Widziałam ją w przepowiedni.
-Rozdzielmy się-powiedział
Przypomniał mi się sen. Co jeśli
-Nie-powiedziałam krótko-Musimy trzymać się razem
-Widziałem tą łąkę. Jest ogromna jak las. Rozdzielmy się
-Ale.-zaczęłam-No dobra-rozdzieliliśmy się. Nie czułam się z tym dobrze. Ciągle miałam przed oczami jego zakrwawione ciało. Otrząsnęłam się i ruszyłam truchtem na łąkę. Widziałam jak Mines zaczął się teleportować. Teraz najprawdopodobniej był na końcu łąki. Końcu którego nie było widać. Wstąpiłam na łąkę. Trawa była większa ode mnie. Szukałam śladów. Jednak nie było ich widać.
~~~~
Patrzyłam w niebo chodząc po łące. Słońce niedługo miało udać się do swego domu. Układało się do snu. Niedługo jego ostatni promyk zajdzie za horyzontem. Nastanie wtedy długa noc.
Zapominałam pomału po co tu byłam. Im dłużej tu siedziałam tym więcej nie pamiętałam. Nielogiczne. Nagle na łące zaczęła tworzyć się mgła. Spanikowałam.
Usłyszałam wycie.
-Mines!-krzyknęłam z całych sił. Odpowiedział mi pisk. Pisk pełen bólu.
-Mines!-powtórzyłam. Biegłam w mgle. Zobaczyłam kontury czyjejś sylwetki. Nie wahając się podbiegłam. Zobaczyłam upadającego Mines'a. Ledo dychał. Ociekał krwią. Miał głębokie rany na całym ciele...
Z oddali usłyszałam przeraźliwy, mrożący krew w żyłach ryk. Coś zbliżało się do nas...
-Mines musisz wstać-powiedziałam drżącym głosem.-Mines. On tylko przewrócił oczami. Nie mógł nawet nic mówić. Podniosłam go i przełożyłam jego łapę za ramię. Powolnym krokiem podążałam..gdziekolwiek. Musiałam gdzieś z nim uciec. Ktoś stąpał za nami. Ryk. Był coraz głośniejszy. Moje serce gdyby mogło uciekłoby. Wyrwałoby się z mojej klatki piersiowej.
Rozglądałam się zdenerwowana dookoła. Moje źrenice biegały. Wręcz gnały galopem jak dzikie konie! Dyszałam. Byłam zmęczona.
-Ziemnz-powiedział basior. Chciał coś z siebie wykrztusić
-Zaraz uciekniemy. Nie martw się
-Zostaw mnie!-wykrztusił
-Nie.-powiedziałam. Wtedy stanęłam. Bestia stała we mgle. Przede mną. Była na dyle blisko, że potrafiłam wyczuć smród z jej gęby. Skoczyła na nas.
W tym samym czasie coś ją uderzyło. Usłyszałam donośny ryk i mgłe przeszył ogień. Z tym potworem. Nie to nie możliwe!-rzekłabym. Ale..to prawda. To Destiny. Destiny!
-Nie!-krzyknęłam. Mój smok. Ten co ma być jeden na całe życie właśnie ryzykował dla mnie życie. Musiałam jej pomóc.
Wytargałam Mines'a i gdzieś go odłożyłam
-Zostań tu-powiedziałam i pognałam z powrotem do mgły. Jednak usłyszałam tylko ryk konającego zwierzęcia. Z nieba leciał popiół
-Nie-powiedziałam załamanym głosem. Popiół. Popiół i smok. To wiąże się tylko z jednym..Tylko nie to...
C.D.N.
-Nie rozmawiaj bo się zmęczysz biegiem powiedziałam
-Chcę wiedzieć gdzie tak biegniemy jak na złamanie karku
-Ufasz? mi-powiedziałam lekko zwalniając
-A jak myślisz?
-Więc rusz tą dupę i biegniemy. Wiem gdzie ona może być. Musimy dotrzeć tam przed zmrokiem.
-Eh..dobra-powiedział mniej zaangażowany. Przyśpieszyłam. Znowu...
Moje pazury wbijały się w ziemię. Starałam się dotrzeć tam jak najszybciej. I jeszcze..coś mnie tam ciągnęło. Wiedziałam co może mi grozić, ale przyszłości nie da się zmienić. Choćby nie wiem jak się starano...
~~~
Im bliżej byliśmy celu tym mniej zwierząt widziałam. Jeszcze kilka kilometrów stąd mogłam zobaczyć wiele ptaków, wiewiórek, królików, a nawet kilka dzików. Ale tu..Tu działo się coś dziwnego. Okropnego. Inaczej już teraz atakowałyby nas pieśni ptaków. Albo chociaż rechotanie żab ze zbiornika kilkadziesiąt metrów od nas. Ale widziałam tylko kilka myszy i owadów. Ale nie to było najgorsze. Ta głucha cisza... Mimo, że nie było nic słychać ja czułam się jakby bębenki pękały od hałasu.
Stanęłam na chwilę aby odsapnąć. Widziałam już cel.
-Stajemy?
-100 metrów na północ-wskazałam łapą miejsce- jest ta łąka. Widziałam ją w przepowiedni.
-Rozdzielmy się-powiedział
Przypomniał mi się sen. Co jeśli
-Nie-powiedziałam krótko-Musimy trzymać się razem
-Widziałem tą łąkę. Jest ogromna jak las. Rozdzielmy się
-Ale.-zaczęłam-No dobra-rozdzieliliśmy się. Nie czułam się z tym dobrze. Ciągle miałam przed oczami jego zakrwawione ciało. Otrząsnęłam się i ruszyłam truchtem na łąkę. Widziałam jak Mines zaczął się teleportować. Teraz najprawdopodobniej był na końcu łąki. Końcu którego nie było widać. Wstąpiłam na łąkę. Trawa była większa ode mnie. Szukałam śladów. Jednak nie było ich widać.
~~~~
Patrzyłam w niebo chodząc po łące. Słońce niedługo miało udać się do swego domu. Układało się do snu. Niedługo jego ostatni promyk zajdzie za horyzontem. Nastanie wtedy długa noc.
Zapominałam pomału po co tu byłam. Im dłużej tu siedziałam tym więcej nie pamiętałam. Nielogiczne. Nagle na łące zaczęła tworzyć się mgła. Spanikowałam.
Usłyszałam wycie.
-Mines!-krzyknęłam z całych sił. Odpowiedział mi pisk. Pisk pełen bólu.
-Mines!-powtórzyłam. Biegłam w mgle. Zobaczyłam kontury czyjejś sylwetki. Nie wahając się podbiegłam. Zobaczyłam upadającego Mines'a. Ledo dychał. Ociekał krwią. Miał głębokie rany na całym ciele...
Z oddali usłyszałam przeraźliwy, mrożący krew w żyłach ryk. Coś zbliżało się do nas...
-Mines musisz wstać-powiedziałam drżącym głosem.-Mines. On tylko przewrócił oczami. Nie mógł nawet nic mówić. Podniosłam go i przełożyłam jego łapę za ramię. Powolnym krokiem podążałam..gdziekolwiek. Musiałam gdzieś z nim uciec. Ktoś stąpał za nami. Ryk. Był coraz głośniejszy. Moje serce gdyby mogło uciekłoby. Wyrwałoby się z mojej klatki piersiowej.
Rozglądałam się zdenerwowana dookoła. Moje źrenice biegały. Wręcz gnały galopem jak dzikie konie! Dyszałam. Byłam zmęczona.
-Ziemnz-powiedział basior. Chciał coś z siebie wykrztusić
-Zaraz uciekniemy. Nie martw się
-Zostaw mnie!-wykrztusił
-Nie.-powiedziałam. Wtedy stanęłam. Bestia stała we mgle. Przede mną. Była na dyle blisko, że potrafiłam wyczuć smród z jej gęby. Skoczyła na nas.
W tym samym czasie coś ją uderzyło. Usłyszałam donośny ryk i mgłe przeszył ogień. Z tym potworem. Nie to nie możliwe!-rzekłabym. Ale..to prawda. To Destiny. Destiny!
-Nie!-krzyknęłam. Mój smok. Ten co ma być jeden na całe życie właśnie ryzykował dla mnie życie. Musiałam jej pomóc.
Wytargałam Mines'a i gdzieś go odłożyłam
-Zostań tu-powiedziałam i pognałam z powrotem do mgły. Jednak usłyszałam tylko ryk konającego zwierzęcia. Z nieba leciał popiół
-Nie-powiedziałam załamanym głosem. Popiół. Popiół i smok. To wiąże się tylko z jednym..Tylko nie to...
C.D.N.
sobota, 27 grudnia 2014
Od Sihiri-cz. II
Położyłam się na twardej ziemi. Czułam zmęczenie jak i ból. To był jeden z gorszych dni. Jednak musiałam o siebie dbać. Musiałam położyć się spać. Mines podszedł do mnie i legł obok
-Ani mi się waż-warknęłam podenerwowana
-A czy ja ci coś robię?-uniósł brew
-Wystarczy, że jesteś. Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju
-Przepraszam bardzo, ale gdyby nie ja leżałabyś tam martwa, a Furia nadal by szalała.
-Może leżałabym martwa, ale Furia pognałaby w inne miejsce
-Jesteś podenerwowana-powiedział jakby czule
-A dziwisz się. Właśnie się rozdwoiłam i prawie zostałam zabita!
-Sina-powiedział
-Nie nazywaj mnie tak!
-A jak. Pełne imię, nazwisko, data urodzenia itp.
-A żebyś wiedział-powiedziałam. Męczyło mnie to wszystko.
-A więc Sihiro Asterio z watahy pochodzącej na północ stąd, urodzona 24 kwietnia, cztery lata temu..-zaczął
-Dobra mów Sina! Ale chodźmy spać.
-Dobranoc. Sino-czułam uśmiech na jego pysku
-Życzę koszmarów-powiedziałam i zasnęłam. Czułam jak wspomnienia wracały. Chwile szczęścia, zawodu, choroby, miłości. Wszystko jakby się we mnie odradzało. A to tylko dlatego że pojawił się mój ex i zaczął mnie nazywać tak jak kiedyś. Byłam naprawdę głupia. Teraz już wiem. Wiem czego nie wiem...
~~~~~~
,,Widziałam łąkę. obok mnie stał Mines. A raczej upadał. Krwawił. Jego sierść była aż brunatna od krwi. Naprzeciwko, we mgle coś się ruszało. Zbliżało się. Wydawało dziwny pisk. Nagle skoczyło na nas. Nie zdążyłam zobaczyć co to było."
Obudziłam się gwałtownie. Mines'a już nie było. Wyczołgałam się z jamy na którą wczoraj natrafiliśmy i zobaczyłam jak coś robi
-Sina? Witaj. Zrobiłem ci śniadanie
-Nie jestem głodna.
-Naprawdę? Nie pokusiś się nawet na królika z miętą. To przecież twój ulubiony przysmak
-Może trochę zjem-uśmiechnęłam się do niego. Usiadłam i zaczęłam jeść danie.
-W nocy miałaś gorączkę. A przy okazji gdy spałaś opatrzyłem ci rany z wczorajszej szarpaniny
-A no tak, wczoraj. Eh..Dzięki. Jak dokończę pójdziemy zobaczyć te zgliszcza.
-Jasne-uśmiechnął się mizernie
-A ty nie jesteś głodny?-spytałam się go
-Nie, ale dzięki za troskę
-Nie troszczę się o ciebie. Jestem autorytetem. Musze być miła
- Autorytet? I to dlatego włóczysz się po krzakach ze swoją miłością?-spytał szarmancko
-Byłą. Czas przeszły. Nie zapominaj o tym. To było i nigdy już nie będzie
-Kto wie-powiedział i starał się uroczo unieść brew robiąc słodką minę
-Dobre karty do złej gry? Hm?
-Nie ważne. Jak zjesz to chodźmy
-Właściwie już zjadałam. Nie jestem głodna
-Ale na taką wyglądasz. Jesteś strasznie chuda
-Wolę być chuda niż gruba i nie móc się ruszyć!
-No dobra. To idziemy?
-Jasne-wstałam i dołączyłam do niego
~~~~
Szliśmy już chwilę. Po jakimś czasie dotarliśmy do ruin. Wszystko było spalone. Przeszukaliśmy teren ale nic nie znaleźliśmy.
-Jak myślisz gdzie może być?-spytał się mnie basior
-Nie wiem, ale jeśli..
-Co jeśli?-dopytywał się mnie
-Mogła udać się na poszukiwania innych osad aby i je zniszczyć. To jest właśnie ona. Zabija ludzi i wszystko co staje jej na drodze.
-Czyli brak pomysłów gdzie jest-lekko się zasmucił
-Chyba mam jeden. Chodź za mną-powiedziałam i pognaliśmy na przód....
C.D.N.
-Ani mi się waż-warknęłam podenerwowana
-A czy ja ci coś robię?-uniósł brew
-Wystarczy, że jesteś. Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju
-Przepraszam bardzo, ale gdyby nie ja leżałabyś tam martwa, a Furia nadal by szalała.
-Może leżałabym martwa, ale Furia pognałaby w inne miejsce
-Jesteś podenerwowana-powiedział jakby czule
-A dziwisz się. Właśnie się rozdwoiłam i prawie zostałam zabita!
-Sina-powiedział
-Nie nazywaj mnie tak!
-A jak. Pełne imię, nazwisko, data urodzenia itp.
-A żebyś wiedział-powiedziałam. Męczyło mnie to wszystko.
-A więc Sihiro Asterio z watahy pochodzącej na północ stąd, urodzona 24 kwietnia, cztery lata temu..-zaczął
-Dobra mów Sina! Ale chodźmy spać.
-Dobranoc. Sino-czułam uśmiech na jego pysku
-Życzę koszmarów-powiedziałam i zasnęłam. Czułam jak wspomnienia wracały. Chwile szczęścia, zawodu, choroby, miłości. Wszystko jakby się we mnie odradzało. A to tylko dlatego że pojawił się mój ex i zaczął mnie nazywać tak jak kiedyś. Byłam naprawdę głupia. Teraz już wiem. Wiem czego nie wiem...
~~~~~~
,,Widziałam łąkę. obok mnie stał Mines. A raczej upadał. Krwawił. Jego sierść była aż brunatna od krwi. Naprzeciwko, we mgle coś się ruszało. Zbliżało się. Wydawało dziwny pisk. Nagle skoczyło na nas. Nie zdążyłam zobaczyć co to było."
Obudziłam się gwałtownie. Mines'a już nie było. Wyczołgałam się z jamy na którą wczoraj natrafiliśmy i zobaczyłam jak coś robi
-Sina? Witaj. Zrobiłem ci śniadanie
-Nie jestem głodna.
-Naprawdę? Nie pokusiś się nawet na królika z miętą. To przecież twój ulubiony przysmak
-Może trochę zjem-uśmiechnęłam się do niego. Usiadłam i zaczęłam jeść danie.
-W nocy miałaś gorączkę. A przy okazji gdy spałaś opatrzyłem ci rany z wczorajszej szarpaniny
-A no tak, wczoraj. Eh..Dzięki. Jak dokończę pójdziemy zobaczyć te zgliszcza.
-Jasne-uśmiechnął się mizernie
-A ty nie jesteś głodny?-spytałam się go
-Nie, ale dzięki za troskę
-Nie troszczę się o ciebie. Jestem autorytetem. Musze być miła
- Autorytet? I to dlatego włóczysz się po krzakach ze swoją miłością?-spytał szarmancko
-Byłą. Czas przeszły. Nie zapominaj o tym. To było i nigdy już nie będzie
-Kto wie-powiedział i starał się uroczo unieść brew robiąc słodką minę
-Dobre karty do złej gry? Hm?
-Nie ważne. Jak zjesz to chodźmy
-Właściwie już zjadałam. Nie jestem głodna
-Ale na taką wyglądasz. Jesteś strasznie chuda
-Wolę być chuda niż gruba i nie móc się ruszyć!
-No dobra. To idziemy?
-Jasne-wstałam i dołączyłam do niego
~~~~
Szliśmy już chwilę. Po jakimś czasie dotarliśmy do ruin. Wszystko było spalone. Przeszukaliśmy teren ale nic nie znaleźliśmy.
-Jak myślisz gdzie może być?-spytał się mnie basior
-Nie wiem, ale jeśli..
-Co jeśli?-dopytywał się mnie
-Mogła udać się na poszukiwania innych osad aby i je zniszczyć. To jest właśnie ona. Zabija ludzi i wszystko co staje jej na drodze.
-Czyli brak pomysłów gdzie jest-lekko się zasmucił
-Chyba mam jeden. Chodź za mną-powiedziałam i pognaliśmy na przód....
C.D.N.
Od Sihiri-cd Azzai
-Zszywanie czy postrzelenie?-spytałam się go
-Jedno i drugie-zaśmiał się lekko
-Gdy mnie postrzelono byłam jakby we śnie. A przy zszywaniu nie bolało. Ciągle dążę do doskonałości. Nie mogę czuć bólu jeśli kiedyś mam walczyć-powiedziałam i wyszłam od Esperancy dziękując.
-Walczyć?-spytał się mnie Azzai wychodząc ze mną
-Tak. Jeśli będzie miało wydarzyć się coś złego i bodajże wybuchłaby wojna jako alfa. No niestety jedyna. Muszę iść walczyć. Ale nawet gdybym nie musiała i tak wolę trenować. Wiedza i siła. Razem tworzą prawdziwą potęgę. Nieprawdaż?-powiedziałam. Nie czekałam na odpowiedź-Dziękuję. Za to, że mnie tu przyprowadziłeś. Normalnie leżałabym u siebie i próbowała wydobrzeć
Azzai?
-Jedno i drugie-zaśmiał się lekko
-Gdy mnie postrzelono byłam jakby we śnie. A przy zszywaniu nie bolało. Ciągle dążę do doskonałości. Nie mogę czuć bólu jeśli kiedyś mam walczyć-powiedziałam i wyszłam od Esperancy dziękując.
-Walczyć?-spytał się mnie Azzai wychodząc ze mną
-Tak. Jeśli będzie miało wydarzyć się coś złego i bodajże wybuchłaby wojna jako alfa. No niestety jedyna. Muszę iść walczyć. Ale nawet gdybym nie musiała i tak wolę trenować. Wiedza i siła. Razem tworzą prawdziwą potęgę. Nieprawdaż?-powiedziałam. Nie czekałam na odpowiedź-Dziękuję. Za to, że mnie tu przyprowadziłeś. Normalnie leżałabym u siebie i próbowała wydobrzeć
Azzai?
Od Sang'a-cd Nery
-Trochę-powiedziałem. To było dziwne uczucie.-Jak chcesz to ci sprawię żeby urósł mięciutki mech. Kolor nawet możesz wybrać-powiedziałem.
Wygadała na zaspaną. Przed chwilą jeszcze by skakała.
-Czyli przeszkadza ci to?
-Odpowiedziałem. Trochę. Ale jeśli już musisz jakoś to zniosę-powiedziałem i uśmiechnąłem się
Nera?Brak Weny ;-;
Wygadała na zaspaną. Przed chwilą jeszcze by skakała.
-Czyli przeszkadza ci to?
-Odpowiedziałem. Trochę. Ale jeśli już musisz jakoś to zniosę-powiedziałem i uśmiechnąłem się
Nera?Brak Weny ;-;
Od Sang'a-cd Reiny
-To idźmy-powiedziałem i ruszyliśmy
-Pozwolisz, że to wezmę?-spytałem się jej
-A ja nie mogę tego nieść. To tylko broń.
-Najwyżej tylko cię zabije-powiedziałem
-Nie odpali. Nawet nie ma jak-odpowiedziała
-I ty w to wierzysz?-spytałem-Myślisz, że przez przypadek nie odpali?-uniosłem brew
-Może.
-Każdy mi odpowiada może-powiedziałem i wziąłem jej broń.-Ja jednak poniose
Reina?
-Pozwolisz, że to wezmę?-spytałem się jej
-A ja nie mogę tego nieść. To tylko broń.
-Najwyżej tylko cię zabije-powiedziałem
-Nie odpali. Nawet nie ma jak-odpowiedziała
-I ty w to wierzysz?-spytałem-Myślisz, że przez przypadek nie odpali?-uniosłem brew
-Może.
-Każdy mi odpowiada może-powiedziałem i wziąłem jej broń.-Ja jednak poniose
Reina?
Od Reiny C.D Sang'a
Było tam trochę jedzenia i... broń! Wyciągnęłam ją z torby.
- Jak myślisz, co powinnyśmy z nią zrobić? - Basior spojrzał na mnie. Ja to obwąchałam i rzekłam:
- Moim zdaniem chodźmy do Sihir. A jego ciało zakopmy. - Wskazałam łapa na człowieka.
- Dobra, to odłóż broń i chodź. - Wziął go za nogawkę od spodni. Ja natomiast odłożyłam broń i zaczęłam kopać. Gdy basior przywlókł człowieka pomagał mi kopać. Kiedy wykopaliśmy dość głęboką dziurę wrzuciliśmy tam tego gościa, i przysypywaliśmy go piaskiem. Jak skończyliśmy rzekłam:
- Chodźmy teraz do Sihir.
<Sang?>
- Jak myślisz, co powinnyśmy z nią zrobić? - Basior spojrzał na mnie. Ja to obwąchałam i rzekłam:
- Moim zdaniem chodźmy do Sihir. A jego ciało zakopmy. - Wskazałam łapa na człowieka.
- Dobra, to odłóż broń i chodź. - Wziął go za nogawkę od spodni. Ja natomiast odłożyłam broń i zaczęłam kopać. Gdy basior przywlókł człowieka pomagał mi kopać. Kiedy wykopaliśmy dość głęboką dziurę wrzuciliśmy tam tego gościa, i przysypywaliśmy go piaskiem. Jak skończyliśmy rzekłam:
- Chodźmy teraz do Sihir.
<Sang?>
Od Itami'ego
Wilk podniósł się i zanim zdążyłem cokolwiek zrobić - uciekł. Prychnąłem wściekle i odwróciłem się do siostry.
- Masz szczęście, że byłem w pobliżu - złagodniałem. Shiro skinęła głową. Była przestraszona.
- Chodźmy już stąd. - szepnęła. Skinąłem głową.
Zabraliśmy cały nasz dobytek i ruszyliśmy w drogę.
Po jakimś czasie doszliśmy do osady ludzi. Postanowiłem sie tam zakraść. Shiro była przeciwna, ale postawiłem na swoim. Ukradłem im trochę oprawionych skór zwierzęcych. Wróciłem do siostry w mgnieniu oka. Ruszyliśmy dalej. Nagle teren zaczął się zmieniać, a wokół dało się czuć obecność wielu wilków. To były tereny jakieś watahy.
- Omińmy je. - burknęła Shiro.
- Nie. Za dużo czasu nam to zajmie. Idziemy przed siebie. Przejdziemy szybko obrzeżami.
Ruszyliśmy. Wszystko poszłoby po dobrej myśli, gdybyśmy nie natknęli się na jakąś waderę. Okazało się, że to alfa. I koniec końców dołączyliśmy do watahy.
*W naszej jaskini*
Siedziałem z siostrą w jaskini - naszym nowym domu. Czytaliśmy księgi o magii, kiedy to usłyszeliśmy pukanie. Do naszej jaskini zajrzał wilk - wadera.
- Sihir kazała mi was oprowadzić. - powiedziała.
Spojrzałem na siostrę. Jej rany wciąż się nie zagoiły.
- Pójdę sam. - burknąłem.
<Jakaś wadera?>
- Masz szczęście, że byłem w pobliżu - złagodniałem. Shiro skinęła głową. Była przestraszona.
- Chodźmy już stąd. - szepnęła. Skinąłem głową.
Zabraliśmy cały nasz dobytek i ruszyliśmy w drogę.
Po jakimś czasie doszliśmy do osady ludzi. Postanowiłem sie tam zakraść. Shiro była przeciwna, ale postawiłem na swoim. Ukradłem im trochę oprawionych skór zwierzęcych. Wróciłem do siostry w mgnieniu oka. Ruszyliśmy dalej. Nagle teren zaczął się zmieniać, a wokół dało się czuć obecność wielu wilków. To były tereny jakieś watahy.
- Omińmy je. - burknęła Shiro.
- Nie. Za dużo czasu nam to zajmie. Idziemy przed siebie. Przejdziemy szybko obrzeżami.
Ruszyliśmy. Wszystko poszłoby po dobrej myśli, gdybyśmy nie natknęli się na jakąś waderę. Okazało się, że to alfa. I koniec końców dołączyliśmy do watahy.
*W naszej jaskini*
Siedziałem z siostrą w jaskini - naszym nowym domu. Czytaliśmy księgi o magii, kiedy to usłyszeliśmy pukanie. Do naszej jaskini zajrzał wilk - wadera.
- Sihir kazała mi was oprowadzić. - powiedziała.
Spojrzałem na siostrę. Jej rany wciąż się nie zagoiły.
- Pójdę sam. - burknąłem.
<Jakaś wadera?>
Od Nery - Cz. |
Na polu ciemno i ponuro. Mróz niesamowity. Szłam ścieżką wolno przez las, niedługo ścieżka się skończyła i musiałam sama wybrać drogę. Wybrałam krzaki... przedzierałam się przez nie, narobiłam sobie wtedy dużo ran, te krzaki miały kolce! Ale trudno, było nie wchodzić, przynajmniej będę miała pamiątkę (xD). Jak z tych krzaków wyszłam całe łapy miałam poharatane, nie licząc brzucha i twarzy. A najgorsze jest to, że zapomniałam wziąć torby z prowiantem i apteczką, niektóre rany były naprawdę głębokie. Ale cóż, nie cofnę się do przeszłości jak to robią niektórzy. Chwilę po tym zaczął padać śnieg, a ja jeszcze schronienia nie znalazłam, poszłam dalej, pomimo to, że co chwilę się przewracałam, kiedy już opadłam z całych sił, zemdlałam.
~~W Śnie~~
"Uciekałam przed ludźmi, gonili mnie ze sztyletami i innymi ostrymi rzeczami. Cały czas biegłam, coraz bardziej opadałam z sił, a mną biegły jeszcze Monita, Villag i Fiore. Po chwili mnie wyprzedziły, ja upadłam na ziemię ze zmęczenia. Myśleli, że zdychałam i pobiegli dalej, ja natomiast wstałam, i poczołgałam się pod drzewo. Tam zamknęłam oczy. Po chwili poczułam zimno, otworzyłam oczy, zobaczyłam wtedy człowieka ze sztyletem w ręku, widziałam jak tym sztyletem przecinał mi brzuch, po chwili poderżną gardło..."
~~Po Przebudzeniu~~
Obudziłam się w nie tym samym miejscu, w którym zemdlałam, były tam dwa basiory.

Po mordach poznałam ich od razu, To był Reverse i Surro.
- Siema Tay, jak życie mija? - Podszedł do mnie Rev.
- Nera... - Odparłam. - Nazywam się Nera.
- Co zmieniłaś swoje pierwsze imię na drugie? - Spytał Sur.
- Tak, miałam dość wcześniejszego.
- Będziemy do ciebie mówić Tay, nie zabronisz nam! - Krzyknęli obaj
- Skoro musicie....
- To jak u ciebie?
- Nie jest źle, tylko rany...
- Gdybym cię nie opatrzył tężca byś dostała! - Warknął Sur.
- Dziękuje. - Próbowałam się podnieść.
- Nawet nie próbuj, Rev idzie coś upolować.
- Idę po jelenia zaraz wracam! - Krzyknął Reverse. Gdy wyszedł, jeszcze raz próbowałam się podnieść, ale znów upadłam.
- Nie przemęczaj się.
- To, że się we mnie kochałeś, nie uprawnia cię do mówienia mi co mam robić! - Warknęłam i podniosłam się. Po chwili to samo, upadłam.
- Niedługo się cała stłuczesz.
- Nie pouczaj mnie! - Już byłam nieźle wkurzona, ale zrezygnowałam z podnoszenia się i położyłam głowę na ziemi. Po chwili usnęłam...
- Siema Tay, jak życie mija? - Podszedł do mnie Rev.
- Nera... - Odparłam. - Nazywam się Nera.
- Co zmieniłaś swoje pierwsze imię na drugie? - Spytał Sur.
- Tak, miałam dość wcześniejszego.
- Będziemy do ciebie mówić Tay, nie zabronisz nam! - Krzyknęli obaj
- Skoro musicie....
- To jak u ciebie?
- Nie jest źle, tylko rany...
- Gdybym cię nie opatrzył tężca byś dostała! - Warknął Sur.
- Dziękuje. - Próbowałam się podnieść.
- Nawet nie próbuj, Rev idzie coś upolować.
- Idę po jelenia zaraz wracam! - Krzyknął Reverse. Gdy wyszedł, jeszcze raz próbowałam się podnieść, ale znów upadłam.
- Nie przemęczaj się.
- To, że się we mnie kochałeś, nie uprawnia cię do mówienia mi co mam robić! - Warknęłam i podniosłam się. Po chwili to samo, upadłam.
- Niedługo się cała stłuczesz.
- Nie pouczaj mnie! - Już byłam nieźle wkurzona, ale zrezygnowałam z podnoszenia się i położyłam głowę na ziemi. Po chwili usnęłam...
C.D.N
piątek, 26 grudnia 2014
Od Azzai C.D Sihir
- Przyprowadzę Esperancę, poczekaj tu. - Pobiegłem w stronę jaskini Villag i Esperancy, wparowałem tak jak szalony (xd) i krzyknąłem:
- Sihir zaraz się wykrwawi!
- Uspokój się. Ochłoń. Gdzie jest? - Podeszła do mnie Monita.
- Niedaleko spalonego lasu. - Odparłem ze spokojem (w końcu xd)
- Chodźmy tam. - Odparła, po chwili byliśmy na miejscu. Mona wyciągnęła z torby jakąś wodę, i igłę.
- Trzeba tą ranę zaszyć. Po paru tygodniach ci ją zdejmę. - Powoli wyciągnęła pocisk z nogi i przemyła ranę wodą. Gdy to robić skończyła zaczęła zszywać. Sihir cały czas była spokojna, nie wydawała żadnych pisków z bólu. Leżała tak, jakby się nic nie stało. Mona zaszyła ranę i powoli zakładała bandaż.
- Bolało? - Spytałem Sihir.
<Sihir?>
- Sihir zaraz się wykrwawi!
- Uspokój się. Ochłoń. Gdzie jest? - Podeszła do mnie Monita.
- Niedaleko spalonego lasu. - Odparłem ze spokojem (w końcu xd)
- Chodźmy tam. - Odparła, po chwili byliśmy na miejscu. Mona wyciągnęła z torby jakąś wodę, i igłę.
- Trzeba tą ranę zaszyć. Po paru tygodniach ci ją zdejmę. - Powoli wyciągnęła pocisk z nogi i przemyła ranę wodą. Gdy to robić skończyła zaczęła zszywać. Sihir cały czas była spokojna, nie wydawała żadnych pisków z bólu. Leżała tak, jakby się nic nie stało. Mona zaszyła ranę i powoli zakładała bandaż.
- Bolało? - Spytałem Sihir.
<Sihir?>
Od Nery C.D Sang'a
- Nie rób tak... - Westchnęłam.
- Dlaczego? Przeszkadza ci to? - Odwrócił się w moją stronę.
- Tak przeszkadza mi to...
- Dlaczego? - Podszedł do mnie.
- Stało się jeszcze bardziej ponuro... A na dodatek niszczysz przyrodę. - Położyłam się na trawie.
- Dobra, nie będę tak robić.
- Nie przeszkadza ci, że tutaj zasnę? - Powoli zamykałam oczy.
- Nie, skąd. - Usiadł obok mnie, nie wytrzymałam i wtuliłam się w jego sierść. Tak, uwielbiam miękkie poduszki (xD sorry jeśli uraziłam).
- A co to. - Odsuną się trochę.
- Przeszkadza ci to. - Popatrzyłam mu w oczy zaspanym wzrokiem.
<Sang?>
- Dlaczego? Przeszkadza ci to? - Odwrócił się w moją stronę.
- Tak przeszkadza mi to...
- Dlaczego? - Podszedł do mnie.
- Stało się jeszcze bardziej ponuro... A na dodatek niszczysz przyrodę. - Położyłam się na trawie.
- Dobra, nie będę tak robić.
- Nie przeszkadza ci, że tutaj zasnę? - Powoli zamykałam oczy.
- Nie, skąd. - Usiadł obok mnie, nie wytrzymałam i wtuliłam się w jego sierść. Tak, uwielbiam miękkie poduszki (xD sorry jeśli uraziłam).
- A co to. - Odsuną się trochę.
- Przeszkadza ci to. - Popatrzyłam mu w oczy zaspanym wzrokiem.
<Sang?>
Od Sihiri- cz. I
Coraz to więcej kropli spadało na ziemię lecząc suchą glebę. Iglaste drzewa ledwo co chroniły mnie przed deszczem. Spoglądałam w niebo czekając na zbawienie. Nie lubiłam gdy zaczynało padać. Było wtedy lżej rośliną, ale nie mnie. Po raz kolejny otrzepałam mokrą sierść. Niebieska grzywka opadała na równie błękitne oczy, a łapy bolały z ilości przebytych kilometrów. Rozglądałam się szukając ukojenia. Nie dość, że padało to zbliżał się zmrok. Nagle zobaczyłam małą norę. W sam raz. Wykorzystałam ostatki sił aby wczołgać się do niej. W środku miała ona większą powierzchnie. Mogłam wstać. Jednak wykonałam tylko kilka kroków. Upadłam na twarde podłoże. Pod błękitnymi skarpetkami, na puszkach pod łapami miałam głębokie, krwawiące rany. Kręciło mi się w głowie. Mokre powieki zamknęły się na chwile. Tylko kilka sekund. Przecież nic mi się nie stanie....
Tak myślałam. Jenak po chwili usnęłam...
,,Było tu ciemno. Las. Otaczały go góry, a ze wszelkich stron było słychać jęki. W oddali coś się błyskało. Podchodziłam do tego. Ukazywała mi się wioska. Była tam jakaś biesiada. Na środku paliło się ognisko. Zdziwiłam się lekko. Wioska była jakby z ubiegłego wieku. Stały tam drewniane domy. Jedynie dachy były z blachy, a okna ze szkła. Muzyka. O tak. Muzyka grała. Ludzie śpiewali. Widok był cudowny. Aż chciałabym podejść...Nagle zobaczyłam przemykający cień. Potem kilka domów zaczęło się palić. Ludzie panikowali. Ktoś porywał dzieci. Stałam w krzakach i patrzyłam co się dzieje. Dopiero gdy ten co to wszystko wywołał stanął z ciałem martwego dziecka przy ognisku zobaczyłam kto to był. Cofnęłam się o kilka kroków. Moje serce waliło z przerażenia. Wilk posłał w moją stronę okropne, zabójcze spojrzenie. Nie mogłam uwierzyć. To byłam ja. Ja, którą ogarnęła furia. Rzucałam ciałami na wszystkie strony. Ktoś strzelił mi nawet w serce. Jednak żyłam. Poczułam ból chociaż trafił furie. A Furia? Nadal szalała. Chociaż powinna być martwa nadal snuła spustoszenie. Wybiegłam i skoczyłam na nią. Szarpałyśmy się. Nagle zobaczyłam drugiego wilka. Nie zdążyłam jednak odgadnąć kto to był..."
Obudziłam się. Moje źrenice były zmniejszone, a sierść choć sucha to i tak wilgotna. Wyczołgałam się z jamy. Musiałam jakoś odreagować na ten sen. Byłam oblepiona więc postanowiłam znaleźć jakieś jeziorko aby móc się wykąpać. Chwilę go szukałam ale w końcu udało mi się. Nie myślałam dużo. Weszłam do wody. Była zimna i orzeźwiająca. Musiałam wsiąść kąpiel. Od czasu rozpoczęcia mojej podróży nie robiłam jeszcze tego. Jednak im dłużej się kąpałam tym dłużej czułam czyjś wzrok na sobie. Wyszłam z wody i położyłam się. Wyjęłam z torby kilka kawałków suszonego mięsa i zabrałam się za śniadanie. Byłam głodna. Od dawna nie jadłam. Miało być tak fajnie. Jednak usłyszałam jak ktoś stanął na gałązkę. Automatycznie wstałam. Nikogo nie widziałam. Nagle poczułam czyjś oddech na karku. Odwróciłam się i nie wierzyłam własnym oczom. Przede mną stanął wysportowany basior. Od razu poznałam ten pysk
C.D.N.
Tak myślałam. Jenak po chwili usnęłam...
,,Było tu ciemno. Las. Otaczały go góry, a ze wszelkich stron było słychać jęki. W oddali coś się błyskało. Podchodziłam do tego. Ukazywała mi się wioska. Była tam jakaś biesiada. Na środku paliło się ognisko. Zdziwiłam się lekko. Wioska była jakby z ubiegłego wieku. Stały tam drewniane domy. Jedynie dachy były z blachy, a okna ze szkła. Muzyka. O tak. Muzyka grała. Ludzie śpiewali. Widok był cudowny. Aż chciałabym podejść...Nagle zobaczyłam przemykający cień. Potem kilka domów zaczęło się palić. Ludzie panikowali. Ktoś porywał dzieci. Stałam w krzakach i patrzyłam co się dzieje. Dopiero gdy ten co to wszystko wywołał stanął z ciałem martwego dziecka przy ognisku zobaczyłam kto to był. Cofnęłam się o kilka kroków. Moje serce waliło z przerażenia. Wilk posłał w moją stronę okropne, zabójcze spojrzenie. Nie mogłam uwierzyć. To byłam ja. Ja, którą ogarnęła furia. Rzucałam ciałami na wszystkie strony. Ktoś strzelił mi nawet w serce. Jednak żyłam. Poczułam ból chociaż trafił furie. A Furia? Nadal szalała. Chociaż powinna być martwa nadal snuła spustoszenie. Wybiegłam i skoczyłam na nią. Szarpałyśmy się. Nagle zobaczyłam drugiego wilka. Nie zdążyłam jednak odgadnąć kto to był..."
Obudziłam się. Moje źrenice były zmniejszone, a sierść choć sucha to i tak wilgotna. Wyczołgałam się z jamy. Musiałam jakoś odreagować na ten sen. Byłam oblepiona więc postanowiłam znaleźć jakieś jeziorko aby móc się wykąpać. Chwilę go szukałam ale w końcu udało mi się. Nie myślałam dużo. Weszłam do wody. Była zimna i orzeźwiająca. Musiałam wsiąść kąpiel. Od czasu rozpoczęcia mojej podróży nie robiłam jeszcze tego. Jednak im dłużej się kąpałam tym dłużej czułam czyjś wzrok na sobie. Wyszłam z wody i położyłam się. Wyjęłam z torby kilka kawałków suszonego mięsa i zabrałam się za śniadanie. Byłam głodna. Od dawna nie jadłam. Miało być tak fajnie. Jednak usłyszałam jak ktoś stanął na gałązkę. Automatycznie wstałam. Nikogo nie widziałam. Nagle poczułam czyjś oddech na karku. Odwróciłam się i nie wierzyłam własnym oczom. Przede mną stanął wysportowany basior. Od razu poznałam ten pysk
-Mines?-spytałam niepewnie
-A kto inny. Zmieniłaś się. Na początku cię nie poznałem
-A ty? Jesteś teraz..
-Bardziej dojrzały?-dokończył za mnie
-Można tak powiedzieć.
-Heh. Jak ci się powodzi?-spytał
-Dobrze, ale
-Ale co?
-Coś ty taki ciekawski?
-Ja taki zawsze byłem-pokazał swój śnieżnobiały uśmiech
-Śpieszę się-powiedziałam
-Pójdę z tobą-zaproponował
-Nie wiem czy musisz-zaśmiałam się
-Więc idę-powiedział
-To ruszamy dupy. Czuję coś dziwnego -powiedziałam
-Może to dlatego, ze spotkałaś swojego ex?
-Mines! Chyba jednak się nie zmieniłeś
-Chcę tylko rozluźnić atmosferę-powiedział. Ruszyłam, aby szybciej dotrzeć na miejsce. Jednak łapy zbyt mnie bolały. Położyłam się
-Coś się dzieje?-spytał
-Nie nic.
-Daj obejrzę ci łapy
-Nie trzeba!
-Sihiri!
-No dobra-pokazałam mu łapy. Znowu użył tych swoich mocy
-Widzisz. Mogłaś na trwale się okaleczyć
-No to dobrze, że masz moc medycyny-zaśmiałam się i wstałam z pomocą basiora.
-Podeprzyj się o mnie-powiedział
-No dobrze-powiedziałam. Dalej szliśmy chwilę w ciszy. Od czasu do czasu wiatr gwizdał głośno lub jakiś ptak śpiewał. Po jakimś czasie mogłam iść sama. Basior jednak trzymał się blisko. Czułam się nieswojo, ale nie dawałam tego po sobie poznać. Szliśmy bez przerwy do wieczora.
-Może odpoczniemy?-spytał
-A co zmęczony?-odparłam
-Nie, ale jest już ciemno, a nawet własnego nosa nie zobaczysz.
-Jest niebieski. Rozpoznam go-zaśmiałam się
-Siadaj-powiedział i skinął głową
-Pójdę się jeszcze przejść-powiedziałam
-Skoro chcesz-powiedział i położył się, a ja ruszyłam dalej...
~~~~~~~~~~~~
Nagle głowa zaczęła mi pękać. Zobaczyłam wioskę. Taką jak w śnie. Nagle z krzaków wyszło dziecko. Nie panowałam nad sobą, ale nie wiedziałam o co chodzi. Upadłam. Koło mnie stała teraz Furia. Nic nie rozumiałam. Zwykle byłam opętana. Teraz ona jakby "wyszła ze mnie"
-Do zobaczenie-powiedziała tylko i pobiegła w stronę wioski po drodze zabijając dziecko. Wstałam i pobiegłam za nią. Zatrzymałam się w zaroślach. Domy płonęły. Wszystko było jak w moim śnie. Przepowiednia... Zrobiłam to co wtedy. Skoczyłam na Furie(Furia- imię). Zaczęłyśmy się szarpać. Ugryzła mnie w łapę. Wtedy od niej odskoczyłam. Leżałam na ziemi. A ta zaczęła do mnie podchodzić. Z pyska ciekła jej brunatna krew. Nagle ktoś obalił ją na ziemie. Wilk ze snu-Mines? Przybiegł za mną. Razem z nim rzuciłam się na postrzeloną. Nagle zniknęła. Pojawiła się na dachu po czym wyparowała. Opadłam na ziemie. Moje serce jakby krwawiło, jakby ktoś miażdżył je od środka
-Dale! Musimy uciekać!-krzyczał Mines. Jednak nic nie słyszałam. Dźwięki były stłumione. Pobiegłam za nim. Musieliśmy ukryć się przed ogniem.
-Następnego dnia będziemy musieli sprawdzić ciała. Zapewne nikt nie przeżył. Tymczasem schowajmy się-powiedziałam. Mines znalazł jakieś dogodne, chodź ciasne miejsce gdzie mogliśmy pójść spać...
Od Sang'a-cd Nery
-Ale ciekawe co?-powiedziało
-Po prostu coś
-Coś-odparłem.- Mniej ponuro?
-Może-odpowiedziała.
Nie wiedziałem co mogę powiedzieć. Oznaczyłem sobie za cel małą roślinkę i posłałem w nią kilka iskier elektryczności. Zaczęła błyszczeć po czym zwinęła się i uschła
Nera?
-Po prostu coś
-Coś-odparłem.- Mniej ponuro?
-Może-odpowiedziała.
Nie wiedziałem co mogę powiedzieć. Oznaczyłem sobie za cel małą roślinkę i posłałem w nią kilka iskier elektryczności. Zaczęła błyszczeć po czym zwinęła się i uschła
Nera?
Od Sang'a-cd Reiny
Popatrzyłem tylko na ciało martwego człowieka i przejechałem po jego twarzy pazurem robiąc głęboką ranę. Nagle wadera wypowiedziała się:
-Co to?-spytała się wadera i wskazała torbę leżącą 2 metry dalej
-Zobaczymy-podeszliśmy do torby i otworzyliśmy ją. Ciekawe co się w niej znajduje...
Reina?Co znaleźliśmy?
-Co to?-spytała się wadera i wskazała torbę leżącą 2 metry dalej
-Zobaczymy-podeszliśmy do torby i otworzyliśmy ją. Ciekawe co się w niej znajduje...
Reina?Co znaleźliśmy?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
